Każdy z nas to chyba zna. Nabroiło się, a potem rodzice stali nad Tobą i okazywali swój brak zadowolenia. Ściągnięte brwi, podwyższony nadmiernie ton głosu i to zdenerwowanie w oczach. Miałam dostateczną ilość czasu, by się im przyjrzeć. Zobaczyć, jak wygląda z bliska zawód. To w takich chwilach miałam „prawione kazania”.

Nigdy jednak nie skupiałam się na ich treści. Nie potrafiłam słuchać uważnie. A czasem wręcz nie chciałam. Bo podświadomie wiedziałam, że w takiej chwili rodzice nie mają mi nic miłego do przekazania.

Nie mogłam liczyć, że zaproszą mnie na lody, pogłaszczą po główce. No dobra nie wymagałam tego, ale czasem liczyłam, że przytulą, bym czuła się bezpiecznie. Jednak nic z tego. W chwili, gdy sama byłam zawiedziona swoim zachowaniem, miałam wysłuchiwać jak bardzo zawodzę innych.

KIEDY KAZANIE STAJE SIĘ UCIĄŻLIWE?

Problemem nie jest sama reprymenda, ale to, że zawsze mogłam na nią liczyć. Stała się częścią mojego życia. A raczej niemiłym przerywnikiem, którego z czasem nauczyłam się „nie słuchać”. Dlaczego? Bo każdy powód do prawienia kazań był dobry. Krzywy uśmiech, brak „dzień dobry”, zbicie szklanki, kłótnia z siostrą, czy trójka w szkole. Wtedy wystarczyło policzyć: 3,2,1 i już leciał potok słów, który brzmiał mniej więcej tak:

Znowu to samo! Czy nie pamiętasz jak mówiłam, byś bla bla bla bla bla bla bla bla

A tego „bla, bla” było z 5 razy więcej. 

Chyba jednak nie o taki efekt wychowawczy chodziło moim rodzicom…

KAZANIE JEST DOBRE W KOŚCIELE

Gdy jeszcze mówi je energiczny ksiądz to potrafi dać do myślenia. Bywa jednak, że kazanie jest zwyczajnie monotonne i nudne, a nasze myśli wędrują wtedy w kierunku obiadu.

Tak, czy inaczej- zostawmy kazania księżom. 

W domu lepiej się sprawdzi:

Zamiast monologu- dialog.

Jak to zrobić? Wciągnij dziecko w proces dyscyplinowania. Po co? Bo udowodnione jest, że

Dzieci, które zostały wciągnięte w proces dyscypliny, czują się szanowane i łatwiej akceptują to, co proponują dorośli, dzięki czemu chętniej współdziałają, a nawet pomagają w wymyślaniu rozwiązań problemów, wskutek których konieczne okazało się dyscyplinowanie. W rezultacie rodzice i dzieci działają jako zespół, aby ustalić, jak najlepiej odnieść się do zaistniałej sytuacji*.

 

GRACIE W JEDNEJ DRUŻYNIE

Zbyt często zapominamy, że jako rodzice powinniśmy grać do tej samej bramki, co dzieci. Oczywiście jesteśmy tutaj w roli trenera, ale wciąż zależy nam na tym, by rezultat był jak najlepszy. Samym gadaniem niestety nie da się tego osiągnąć.

Ważne jest, by pomagać dzieciom rozwijać zdolności do wejrzenia w siebie i empatii wobec innych ludzi. Pomagać im podejmować słuszne decyzje, skłonić je do przemyśleń.

Wiem, że to wszystko pięknie brzmi, ale zapewniam Cię, że jest też wykonalne.

W takim razie…

CO ZAMIAST KAZAŃ?

Wyobraź sobie sytuację: twoja córka wpada w złość, gdy jej siostra zabiera jej klocki. Podchodzi i uderza młodszą córkę. Ta zaczyna płakać.

A Ty zapewne zaczynasz swój słowotok: Tak nie wolno! Przeproś! Co to za zachowanie? W efekcie złość u córki wcale nie mija, ale dochodzi do tego jeszcze poczucie niesprawiedliwości. W końcu to jej zostały zabrane klocki, gdy się bawiła. To jej młodsza siostra powinna zostać skarcona, a nie ona. Tak sobie myśli nasze dziecko i zostaje przeważnie z tymi myślami.

Można jednak inaczej. Możesz wczuć się w sytuację dziecka i pozwolić mu zrozumieć, jak się zachowało.

Jak to zrobić?

Po pierwsze: Okaż zrozumienie, nawet w sytuacji, gdy Twoje dziecko się gniewa.

Wiem, że znasz nasze zasady i zastanawiam się więc, co cię do tego skłoniło?

Po drugie: Zachęć dziecko do znalezienia wyjścia z sytuacji.

Jak myślisz, jak ona się wtedy poczuła? Co możesz zrobić, aby to naprawić?

Nie będę Cię czarować. Moja 5 latka, odpowiadała przeważnie:

Nie wiem…

Ale im więcej starałam się pokazać, jak wygadało jej zachowanie, tym więcej rozumiała i się otwierała. Potrafiła nawet powiedzieć, że sama nie chciałaby zostać uderzona, bo to boli. Potrafiła nawet przeprosić siostrę i poprosić ją, by nie brała klocków bez pytania, gdy się nimi bawi.

Na większe efekty trzeba dłużej czekać i pamiętać, by przy każdej konfliktowej sytuacji nie dać się ponieść emocjom, a wykorzystać ją, by nauczyć dziecko wykorzystywać tzw. piętro mózgu, które odpowiada za podejmowanie decyzji, moralność i empatię. Gdy prawimy kazania to trafiamy jedynie do parteru mózgu (więcej informacji znajdziesz TUTAJ).

PRZYKŁADY

Na koniec kilka przykładów, które pozwolą lepiej Ci zrozumieć różnicę*.

Zamiast:

Kiedy następnym razem się zezłościsz, musisz znaleźć odpowiedni sposób na wyrażenie swoich uczuć.

Lepiej:

Co możesz zrobić, kiedy następnym razem się zezłościsz?

Zamiast:

Ostatnio spędzasz za dużo czasu grając w gdy wideo! Od dzisiaj piętnaście minut, nie więcej!

Lepiej:

Ostatnio spędzasz sporo czasu przed ekranem , ale to nie daje dobrych rezultatów dla naszej rodziny. Wymyślmy wspólnie jakiś inny plan.

Oczywiście bywają takie sytuacje, kiedy nie możesz zostawić żadnej furtki. Czasem warto dać dziecku szansę, by zmierzyło się z twardym „nie”, w ten sposób ucząc się czekać i radzić sobie z rozczarowaniami. Zazwyczaj jednak dzięki wciągnięciu go w rozwiązanie problemów tworzysz sytuację, w której wszyscy wygrywają.

Powodzenia!

*Źródło: Grzeczne Dziecko

 

 

Komentarze
Podziel się