Przyszła do nas, zaskakując nas wszystkich. Mimo, że spodziewaliśmy się jej od dawna. Ale nie przypuszczaliśmy, że nastąpi to ponad dwa tygodnie przed terminem.

A jednak :

Sobota- ja przeziębiona, czuję się niewyraźnie… Od 6 jakieś skurcze- myślę- pewnie przepowiadające.

Godz. 7- zrodził się pomysł, by pojechać do mamy, bo skurcze męczą i nie dam rady zaopiekować się sama Laurą.

Godz. 8- to chyba nie są „przepowiadające skurcze”, bo są za bardzo regularne.

8:10- telefon do mamy- żeby jednak ona podjechała zająć się Laurą, bo my jedziemy do szpitala.

8:30- babcia zajmuje się Laurą. Ja patrzę jak regularne są skurcze. Średnio co 5-4 minut…
 Tata L: „Jedziemy o 9:30”.

9:00- chodzę już po ścianach. Mówię: ” Jedźmy już”.

Drogę do szpitala pomijam, ale była…. Zdecydowanie za długa…

9:30-40 -rejestracja w SOR

9:50- Pani pielęgniarka przeprowadza ze mną wywiad. Każe usiąść… Grr ja wolę stać, bo już nie mogę wyrobić.
Pyta się: „To Pani ma tak często te skurcze, że usiąść nie może?”
Ja: „Tak, wolę chodzić, bo nie wytrzymuję…”
Ona: „No dobrze, trzeba będzie chwilę poczekać, bo doktor ma pacjentkę w gabinecie…”
Ja: (….)!!!! Jak trzeba…

Po jakiś 5 minutach, które dłużyły się w nieskończoność, lekarka była wolna. Zrobiła badanie i tylko widzę jak jej oczy się duże robią.
Ogólnie rzecz ujmując pierwszą fazę porodu miałam już za sobą. 

Próbowała zrobić jeszcze USG ale nie było już sensu.

Na alarmie zawieźli mnie na porodówkę, a Lila była na świecie pół godziny później.

Czas na najważniejsze: ONA- LILIANA ur. 15.03.2014 o godzinie 10:45, 3400 g i 55 cm.

 

 

 

 

 

Podziel się