Wyobraź sobie taką sytuację- jesteś z dzieckiem na sali zabaw. Mija godzina i chcesz już wyjść. Wołasz swoją pociechę, a ona z uśmiechem na twarzy przybiega do Ciebie i mówi: „Mamusiu, rozumiem, że pora już kończyć zabawę. W takim razie chodźmy do domu.”. Po czym wychodzicie z uśmiechem na twarzy, trzymając się za ręce. 

No dobra, teraz pora zdać sobie sprawę, jak bardzo to zdarzenie jest oderwane od rzeczywistości. Dziecko, które z radością kończy zabawę? Które nie wyraża sprzeciwu? Oczywiście! Wtedy przeciągam się i przecieram jeszcze zaspane oczy…

A może nie tylko małemu człowiekowi to się zdarza? Czy my, dorośli tak łatwo godzimy się z sytuacjami, na które nie mamy wpływu? A może buntujemy się, wyrażamy sprzeciw? Rzecz jasna, wkładając nasze niezadowolenie w „dorosłe” ramy.

Pewnie, że tak. Mało tego- mamy do tego prawo. Dziecko też.

Gdzie w tym wszystkim miejsce na słuchanie rodziców i podążanie za ich wskazówkami? Otóż jest. To próba znalezienia złotego środka. To ciągłe dążenie do tego, by dziecko chciało nas posłuchać.

Ja jestem właśnie na etapie szukania idealnego rozwiązania. Przetestowałam sporo rozwiązań, wprowadziłam kilka pomysłów. Niektóre okazały się kompletną klapą, a inne zaczęły działać dopiero za którymś razem. Ale wiem jedno- warto próbować. Dlaczego? Bo tu chodzi o nasze dziecko, na jego wychowanie masz tylko jedną szansę, od Ciebie zależy czy jej nie zmarnujesz.

Nie ma uniwersalnego rozwiązania, jednak u mnie sprawdza się kilka kluczowych zasad.

1. Dobierz ton głosu

Wiadomo, że się denerwujesz, iż ten mały człowiek ma w nosie to, co do niego mówisz, ale… Krzycząc nie osiągniesz nic ponad to, że oddalisz się jeszcze bardziej od możliwości pomyślnego rozwiązania sytuacji.

Ile to razy zdarzyło mi się podnieść głos, zdenerwować i zagrozić „Jak nie przyjdziesz to idę stąd”. Na mojego półtoraroczniaka to co prawda działało- teraz ma 22 miesiące i macha mi na pożegnanie.

Jak już dojdziemy sami, że mija się to z celem, to wtedy warto policzyć do 10, uspokoić się i najmilszym głosem zacząć rozmawiać.

2. Zniż się do poziomu dziecka

Nie chodzi tu o to, by zacząć zachowywać się jak Twój syn, czy córka. Rzucanie się na podłogę mogłoby być całkiem zabawne i może nawet rozładowałoby nieco atmosferę, ale to raczej jednorazowa możliwość (potem mogłoby przestać działać).

Mowa tu o przykucnięciu i złapaniu z nim kontaktu wzrokowego. By dziecko skupiło się na tym, co masz mu do powiedzenia.  A jeśli trzeba – odizoluj je od innych bodźców. Przejdź z nim do drugiego pokoju, gdzie na spokojnie będziecie mogli porozmawiać.

3. Rozmowa, a nie wymaganie bezwzględnego posłuszeństwa

Wytłumacz swojemu dziecku, dlaczego wymagasz od niego akurat tego i dlaczego. Nie mów- masz to zrobić i koniec kropka. Nazwij swoje uczucia- np. Miło mi będzie, gdy pójdziesz ze mną do domu, bo tam czeka obiad, który specjalnie dla Ciebie przygotowałam.

Kiedy jednak zachowanie dziecka odbiega od normy- mimo wszystko buntuje się i chce postawić na swoim. Wtedy warto powiedzieć, że przykro nam jest, że tak postępuje i…

4. Daj mu chwilę na złość

Może tupać nogami, „fochać się” lub w inny sposób okazywać niezadowolenie. Ważne, by być wtedy przy nim i dopilnować, by nie zrobiło sobie krzywdy. Albo innym. Upewnij swoje dziecko, że rozumiesz jego złość, ale  taki sposób jej okazywania jest nieodpowiedni.

Czasem złość może trwać chwilę, a potem przychodzi zrozumienie i pogodzenie się z sytuacją. Bywa jednak, że musimy wkroczyć.

Nie wyobrażam sobie sytuacji, gdy moje dziecko przeszkadza innym maluchom w zabawie i czekam cierpliwie, aż skończy swój atak histerii. W takim momencie- wkraczam, wiedząc jednak, że lepiej by było dać się złości przetoczyć. Czyli przejść od początku do końca, od wybuchu po wyciszenie (świetnie pisze o tym Anita z bloga „Być bliżej”).

Dlaczego wkraczam? Bo nie mogę dopuścić jako matka do tego, by wolność mojego dziecka ograniczała wolność innych jednostek. Moja córka ma prawo do wybuchu złości, ale tak samo inni ludzie mają prawo zjeść spokojnie obiad w restauracji, czy napić się kawy, bez konieczności słuchania pisków 3 letniego dziecka.

5. Konsekwencja. Wyciągnij z dzieckiem wnioski.

Jaki jest ciąg dalszy? Uprzedzam, że przykro mi jest, iż tak się zachowuje. Uprzedzam również, że jeśli nie zaprzestanie to jego zachowanie będzie miało swoje konsekwencje. Bije koleżankę, mimo moich próśb- wracamy do domu. Upiera się, by kupić ulubioną zabawkę i żadne tłumaczenie (łącznie z tym, że wczoraj dostała już podobną) nie działa- wychodzimy ze sklepu.

Ja na tym też tracę. Mogłabym teoretycznie odpuścić, ale przekaz jest wtedy jasny- wystarczy pojęczeć, a osiągnę wszystko. A nie oto mi chodzi.

Najważniejsze jest jednak na koniec. Gdy już emocje opadną- analizujemy zachowanie. Opisujemy emocje i powody takiego zachowania. To jest najbardziej wartościowa część, bo widzę ile daje. Ustalamy wtedy zasady, których się potem trzymamy. Pamiętam, że powiedziałam niedawno Laurze w trakcie takiej rozmowy, że nie lubię kiedy się smuci i chciałabym, by była szczęśliwa.

Zapamiętała to. A raczej wbiła sobie do głowy, bo za każdym razem kiedy ja podnoszę ton głosu, ona podchodzi do mnie i jakby nigdy nic wypala: „Mamo, jesteś szczęśliwa?”. Emocje od razu opadają, bo zaraz po tym pada: „Nie lubię kiedy się smucisz…”.

Nie, moje dzieci nie zawsze mnie słuchają. Ale dzięki tym „gorszym” sytuacjom uczymy się siebie, wyciągamy wnioski i każdego dnia jest lepiej.

Sprawmy, by nasze dzieci chciały nas słuchać, nie dlatego, że muszą. A dlatego, że nas szanują.

 


Zgadzasz się z tym co napisałam? A może masz zupełnie odmienne zdanie? Daj mi koniecznie znać! Możesz to zrobić na kilka sposobów:

  • Zostaw po sobie ślad w postaci komentarza lub like’a – tutaj na blogu, bądź na Facebooku
  • Jeśli uważasz, że wpis mógłby się komuś przydać- nie wahaj się posłać go w świat

Którąkolwiek z opcji wybierzesz- wiedz, że jestem Ci wdzięczna. Dla Ciebie to chwila, a dla mnie potwierdzenie, że to, nad czym się napracowałam- zostało docenione (albo chociaż ocenione ;)).


 

26,500 total views, 2 views today

Podziel się