Mówisz sobie- tak wiele ode mnie nie zależy. To nie moja wina, że wciąż coś nie idzie po mojej myśli. To zły los, pech, czarny kot, czy zbite lustro sprzed 7 lat. 

A to niewyspanie, które się nakłada z poprzedniego dnia. A to ludzie, którzy wciąż czegoś chcą. A to pogoda do dupy, choć urlop masz. I wszystko jest nie tak. A dzieci- kurna kłócą się o byle pierdołę i masz ochotę wysłać je do szkoły z internatem, niech no trochę podrosną!

I zbiera się ta złość aż kipi. I każdy zły, każdy niedobry. Kolejny dzień taki sam. A może nawet gorszy od poprzedniego. I już na PMS nie zgonisz, bo ile razy w ciągu miesiąca można?

Nikt nie uprzedzał, że 3 lata po porodzie wciąż będziesz musiała zbywać ludzi tekstami, że te zbędne kilogramy to jeszcze po ciąży. Nikt nie powiedział, że życie z małymi dziećmi pod jednym dachem potrafi czasem doprowadzić na kraniec wytrzymałości. Wszyscy tylko gratulowali, po ramieniu klepali. A Ty czasem jesteś bez sił. Wiem, że tak jest. Czasem po prostu nie masz ochoty już się starać.

DSC_0191

A dzieci, jak to one- mają swoje humorki, tupną nogą, a my zaraz dokładamy drugą. Krzyczą to nieraz próbujemy je przekrzyczeć.

I te słynne słowa padają…

Przecież Ci mówiłam, żebyś tego nie robił(a)

Ale one już tak mają- czasem nie posłuchają, czasem przez zabawę się zapomną.

A Ty masz wrażenie, że mówisz do ściany.

I złościsz się, bo przecież inaczej się nie da.

Ale czy na pewno? Czy zawsze mamy prawo, by usprawiedliwiać swoje zachowanie i zwalać je na całe zło świata?

NIE

 

Wystarczy zmienić jedną, jedyną rzecz, która jest w Tobie.

Wrośnięta tak głęboko, że trzeba ją wyrwać z korzeniami.

Co takiego?

Pomyśl sobie ile razy jest tak, że gdybyś przeżyła dany dzień jeszcze raz to zupełnie inaczej byś postąpiła? Ile razy było tak, że potok niepotrzebnych słów poleciał w stronę Twojego dziecka, męża, współpracownika, czy postronnej osoby?

Wiem, że tego nie chciałaś, że tak po prostu wyszło. Ale czas coś z tym zrobić, a pierwszy krok  to…

ZMIANA NASTAWIENIA

Powiesz, że łatwo mi powiedzieć. Masz rację- najłatwiej powiedzieć, wprowadzić w życie znacznie trudniej. Ale z pewnością WARTO.

I nie mówię tu o tym, by piać z zachwytu, gdy dziecko budzi się z płaczem o 4:30.

I biec do niego w podskokach, uradowana niczym w skowronkach. Powiedzieć do niego: „O jaki piękny mamy dzisiaj dzień” i szerzej rozsunąć rolety, by poranne słońce mogło już wpadać do pokoju.

Jeszcze na głowę nie upadłam.

Ale nie zaszkodzi wciąż zaspanym wzrokiem spojrzeć na zegarek i stwierdzić, że w sumie mogło być gorzej. Zdarzały się pobudki o 3 nie tak dawno, a i po pierwszej też do swoich córek chodziłam. A słysząc płacz, muszę wiedzieć, że tylko mój SPOKÓJ może nas uratować i spowodować, że córa ponownie zaśnie.

Idę zatem z nastawieniem, że ona mnie potrzebuje. Że pewnie gorzej się czuje nie mając mnie przy sobie. I tylko ja mogę zagwarantować ukojenie.

Jak mi jest wtedy ŁATWIEJ. Jak o niebo lżej, gdy sama nie dokładam swojej złości.

Znacznie szybciej wtedy opanowuję sytuację, na dodatek nie psuję swoich nerwów.

Ale co tam nocna pobudka. Kiedy z drugiego pokoju dochodzą dźwięki kłótni między rodzeństwem to aż mnie w środku kręci, by podbiec i z całych sił wykrzyczeć: CISZAAAAAAAAAA!!!!!

Nie myślcie, że nie próbowałam 😉

W każdym razie mój gniew dolewał tylko oliwy do ognia… Dzieci widziały, że mama się denerwuje i domyślnie dawały sobie przyzwolenia do dalszych wrzasków.

Teraz wolę dać jeszcze chwilę-  nie im, by się pozabijały :p Ale sobie. W pierwszym odruchu poszłabym zła. Z myślami kołaczącymi w głowie: „Znowu!!??!!”. A tak policzę do 10 i powiem sobie: „A bo to pierwszy raz? :)”.

Z pewnością nie ostatni.

Zważywszy na to, jak często u nas dochodzi do konfliktów- już dawno nabawiłabym się nerwicy 😉 A tak spokój pomaga nie tylko im, ale i mi.

Ja też patrzę na sprawy inaczej. Mniej emocjonalnie.

A co w momencie, gdy dziecko złości się na forum.

O! To mój ulubiony sposób na podniesienie adrenaliny 😀 Nic tak nas, mam nie dołuje jak wrzeszczące dziecko w sklepie, czy na dworze. Kiedy czujesz się jak klaun w cyrku i masz wrażenie, że w Twoją stronę zaraz polecą jakieś pomidory. Czytaj: DOBRE RADY 😉

Co wtedy? Oj wtedy to spokój jest na wagę złota. Nic tak nie nakręca dziecka jak widownia, więc lepiej zagwarantować mu uzdrawiającą siłę spokoju- w izolacji 😀

Czyli łapiesz dziecko pod pachę, wybiegasz ze sklepu i odczuwasz ulgę, że już wzrok klientów nie wisi na Twoich barkach. Po czym odkładasz dziecko i spokojnie tłumaczysz. Próbujesz zrozumieć. Na spokojnie. Bez presji.

Co jeśli wybieganie ze sklepu jest niemożliwe. No cóż. Pozostaje Ci jedno z dwojga:

Olewasz innych, lub dziecko.

Proponuję to pierwsze, bo z drugim tak czy inaczej wrócisz do domu 😉  (Jak to zrobić pisałam kiedyś TUTAJ)

A tak serio to ta metoda naprawdę działa. Jak tylko zaczniesz ją stosować to stopniowo zauważysz efekty- najlepszą nagrodą jest szybsze uspokojenie się dziecka. Twoje wsparcie jest przy tym niezbędne...

DSC_0187

Bezrękawnik (mój): Denley.pl

DSC_0189


Zgadzasz się z tym co napisałam? A może masz zupełnie odmienne zdanie? Daj mi koniecznie znać! Możesz to zrobić na kilka sposobów:

  • Zostaw po sobie ślad w postaci komentarza lub like’a – tutaj na blogu, bądź na Facebooku
  • Jeśli uważasz, że wpis mógłby się komuś przydać- nie wahaj się posłać go w świat

Którąkolwiek z opcji wybierzesz- wiedz, że jestem Ci wdzięczna. Dla Ciebie to chwila, a dla mnie potwierdzenie, że to, nad czym się napracowałam- zostało docenione (albo chociaż ocenione ;)).


52,242 total views, 4 views today