Pogoda ostatnio nas rozpieszczała i miałyśmy okazję chodzić na długie spacerki w słońcu.
Mam nadzieję, że już tak zostanie i śnieg nas już nie zaskoczy.
Niestety dla nas słoneczko okazało się zdradliwe… Wychodziłyśmy z domu- pięknie świeciło, a jak wracałyśmy to przeszywający, zimny wiatr wiał nam w oczy.
Po ostatnim takim spacerku Laura nabawiła się męczącego kataru, który stopniowo (na szczęście) ją  opuszcza.
Jednak dwa dni spędziłyśmy w domu…
Szukałyśmy zatem alternatywy- by móc spożytkować energię Laury bez wychodzenia z domu.
Przedstawię Wam teraz od dawna zaobserwowaną pasję córy. A mianowicie- upodobanie do niszczenia wszystkiego co ma na swojej drodze 😉 Chodzi głównie o burzenie tego, co choćby przypominało wieżę 🙂
Na początku nie mieliśmy klocków, które młoda spokojnie mogłaby układać i rozrzucać, więc radziłyśmy sobie na swój sposób.
Tutaj wieża z kredek.

I ten uśmieszek, gdy jest już tuż „przed” wyburzeniem 😉

 

 

Była nawet piramida z miśków 😀

 

 

 

 

 

 

Z farbek 🙂

 

 

 

 

Aż w końcu zawitały do nas klocki 🙂

Mama się namęczyła, by tak ogromną wieżę stworzyć, a córcia nie bardzo się trudziła, by ją zniszczyć 😉

 

 

 

 

 

 

 

Na koniec- nasze ulubione biedronkowe, drewniane klocki.

 

 

 

 

 

Prosta rzecz, a  cieszy. A co najważniejsze- nigdy się nie nudzi 😀

A Wy jakie macie sposoby na zapewnienie atrakcji marudzącemu dziecku w domu ?

Podziel się