Witajcie! Wczoraj jakoś tak się dużo działo, że nie było chwili, by coś naskrobać.
Ale nadrabiam to dzisiaj.
Wczoraj od rana basenik, tym razem bez taty, bo w pracy ale dzięki pomocy cioci Agi i kuzynki Julci, jakoś udało nam się opanować sytuację
Po południu rowerki z tatą obowiązkowe, a po nich piski Laury na placu zabaw. Tak, to był intensywny dzień, jednak w taką pogodę nie było sensu siedzieć w domu.
Wieczorem tata wybył, a do nas zawitała ciotka Kaja z Kubusiem. Muszę dodać :wiecznie śmiejącym się Kubulkiem. Zresztą sami zobaczcie jak to było.

Laura wiecznie zaciekawiona nową ruszającą się zabawką (jak zapewne myślała o Kubie…), wciąż próbowała go dotknąć.
A biada jak miał jej zabawkę w rączkach… Zaraz była zabierana… Oj ciężko będzie ją nauczyć dzielenia się, bo buntuje się za każdym razem, gdy jej zwracam uwagę. Ale praktyka czyni mistrza. Maminka tak łatwo się nie podda.
Gdy Lorcia poszła spać, Kubuś dalej rządził sam (mając już wszystkie zabawki tylko dla siebie :)).

To było wczoraj.
Dzisiaj z kolei inna bajka…
Od rana rządzimy same z Laurą i pojawił się standardowy problem…
W córcię wstąpił „Prysznicowy Potwór”. Właśnie tak..
Czym się to objawia?  Stękanie, stukanie w szybę prysznica, robienie smutnych minek itp.
Oj prysznic staje się wtedy mordęgą… Zero przyjemności z chwili dla siebie.
Nie wiem, czy ona myśli, że ja tam jej zniknę czy co? Ponieważ, gdy tylko otworzę drzwiczki to pojawia się promienny uśmiech na jej twarzy…

Na tym nie koniec…
Ostatnio zaczęłam doceniać czas, kiedy Laura tylko leżała na pleckach i nie wykonywała żadnych innych ruchów jak tylko machanie rączkami i nóżkami…
Mogłam ją wtedy zostawić w łóżeczku, włączyć karuzelę, a ona sama  zasypiała w niedługim czasie…
Teraz nie jest już tak prosto.
Zostawiając Laurę w łóżeczku muszę się liczyć z tym, że zaraz usiądzie, po czym wstanie i zacznie broić.
Co dziś zbroiła?
A zdjęła sobie dwie gwiazdki ze ściany, bo najwidoczniej stwierdziła, że tam nie pasują.. Szkoda tylko, iż zszedł przy tym kawałek farby ze ściany… Ehhh… Nasza zdolniacha. A coś tak mi się wydawało, że jest za cicho.

Dobrze, że po jej drzemce jedziemy do babci na obiad. Tam mama będzie mogła chwilę odpocząć, bo będzie wiele rąk, które z chęcią naszą Lorcią się zajmą.
Miłego dnia tymczasem!

Komentarze
Podziel się