Dzień dziś od rana nijaki. Tata wrócił do pracy, pogoda się popsuła, a mamie energii brak, mimo, że się wyspała. Patrząc na wiatr za oknem aż nie chce się wychodzić, ale mój Piorun na pewno zmobilizuje mamę do wyjścia. A tak mi się nie chce…
Trzeba było pójść, nie ma litości 😉

Córa też jakaś niemrawa- tutaj ziewanko 🙂

 

 

Ale wracając do tematu….

Jakaś taka niemoc i nic tylko mamo prowadź mnie za rączki, bo Laura chodzić chce, a sama jeszcze nie potrafi. Ehhh mama pamięta jak nie mogła się doczekać, by dziecię samo już siedziało. Do tego czasu podkładała poduchy z boków i chwile było ok a potem znów to samo, bo Dziubu już leżało, a siedzieć tak bardzo chciało i się buntowało…
Jak tylko się siedzieć nauczyło to siedziało grzecznie, zabawkami się bawiło, mamie pozwoliło co nieco zrobić…
A teraz jakby déjà vu…! Znów ciężko mamie cokolwiek ogarnąć. Zabawki się nudzą, siedzenie na pupie też i trzeba szurać dupcią po podłodze i tak się przemieszczać. Właśnie tak. Laura nie lubi raczkować (z resztą bardziej się czołga jak komandos niż raczkuje) więc opatentowała unikalny sposób przemieszczania się. Siedzi i wyciąga rączki przed siebie, podpiera się na nich i przesuwa dupę do przodu. Niestety przesuwa się w ten sposób ekspresowo. Dlaczego niestety? Bo jedyny cel jaki obiera to nogi mamy. Jak już ma je na wysokości oczu to wyciąga rączki i zaczyna się wspinać. Jak wspinaczka nie wypala to wyciąga rączki , robi słodkie oczka i wymusza na mamie, by z nią chodziła…
A mama już wymięka, bo palce powykręcane (trzyma się dwóch wskazujących, bo tak jej wygodniej), plecy w jednej pozie tak często bolą. Ale cóż się nie robi dla naszego Skarba..
Ale grzecznie pytam: Kiedy to dziecię zacznie chodzić? Za jedną rączkę panicznie się boi i tylko szuka drugiej ręki do potrzymania.. Przy przedmiotach nie ma problemu ale lepiej z mamą… Cóż na to poradzić.
Na dodatek rośnie nam baletnica, bo chodzenie na palcach ma już opanowane. Ale całe stópki to już nie bardzo.
To sobie matka ponarzekała, nic swym gadaniem nie zmieni ale jakoś tak lżej. Pewnie jak zacznie chodzić to nowy powód do stękań się znajdzie – pogoń za dzieckiem. I tak bez końca 🙂
Ale dość tego gderania. Jak na swoje 10 i pół miesiąca Laura też dużo potrafi (muszę ją trochę pochwalić żeby nie było!):
-nocnik ma opanowany. Oto radość z siedzenia na tronie 😉

-sama siada i wstaje (gdy ma się czego oprzeć)
-umie korzystać z pasty i szczoteczki do zębów
-sama trzyma sobie butlę do picia (jak bardzo jest spragniona, jak nie to wie, że mama zawsze potrzyma)

-zna znaczenie słowa „NIE WOLNO” (patrzy wtedy najpierw na mamę, potem na tatę i jak oboje mają zakazujące miny to teatralnie zaczyna płakać ;))
-mówi słowa „mama”, „tata”, „baba” i jakieś niezidentyfikowane (słowo tata używa bez przerwy, z kolei mama, gdy jest zła lub czegoś chce, bo wie, że natychmiast zareaguję. Mała, cwana istotka!)
-dużo gada (jak tylko wyjdziemy na klatkę to się zaczyna, bo zorientowała się, że tam jest fajne echo. Do kościoła nie warto ją zabierać. Żywo reaguje na zwierzęta i inne dzieci- czytaj piszczy aż bębenki w uszach chcą popękać).

-uwielbia inne dzieci (co ma duże znaczenie, gdyż nie chcemy aby była jedynaczką)
-umie ściągać wszystkie nakrycia głowy pędzikiem (co może okazać się niekoniecznie zaletą podczas spaceru wózkiem, gdy 5-6 razy czapka ląduje (jak dobrze pójdzie) na chodniku, a jak gorzej na ulicy)
-z reguły nie ma problemów ze spaniem (bo mama ją tak długo przetrzyma, że w końcu pada zmęczona ;))
-chętnie pomaga mi w kuchni (gdy odstawię wszystko z jej zasięgu to grzecznie siedzi na ladzie kuchennej przy mamie)

 

-lubi robić mi porządki w szafce i nie tylko w szafce (a raczej wprowadza swoje porządki)

 

-przytula się często (bo traktuje nas jak podporę, żeby wstać).

Przede wszystkim uwielbia się głośno śmiać (czyli to co mama z tatą kochają najbardziej!)

 

Dużo by się tego jeszcze znalazło ale nie chcemy się przechwalać ;D.

1,524 total views, 1 views today

Podziel się