Zbierałam się trochę do napisania tego tekstu, ale ostatecznie Wasze pytania zmobilizowały mnie, by go skończyć.
Otóż od prawie dwóch miesięcy Laura jest odpieluchowana ostatecznie. Co rozumiem przez ten termin? Oznacza to, że nie nosi pieluch ani w domu, ani jak wychodzimy, ani do spania…
To był długi proces i czasochłonny. Napiszę Wam jak to było u nas. U nas, czyli nie znaczy, że każde dziecko przechodzi tak samo. Jednak piszę o tym, bo może moje rady pomogą i Wam.
Laura ma obecnie 21 miesięcy, gdy skończyła 19 pożegnaliśmy pieluchy. Jak miała 16 miesięcy pożegnaliśmy pieluchy w domu- zakładaliśmy jej do spania, jak wychodziliśmy i jak ktoś do nas przychodził, bo często wtedy „zapominała się”.
Ale od początku 🙂

Chciałam jak najwcześniej „zapoznać” Laurę z nocnikiem- by się go nie bała i była do niego przyzwyczajona. Jak skończyła 8 miesięcy i już stabilnie siedziała to zaczęliśmy naszą przygodę z nocnikowaniem. Sadzałam ją na nocnik: z rana jak wstała, po jedzeniu, po spacerku, po drzemce i przed spaniem. Wiele razy wychodziło, ale wiadomo, że jednego dnia się tego trzymałam, a drugiego dnia siedziała na nocniku mniej, bo na przykład gdzieś jechaliśmy. Z reguły za każdym razem robiła siku, po czym chwaliliśmy ją za to, biliśmy brawo.
Tak było przez 4 miesiące- domowe nocnikowanie. Jak skończyła roczek to często zabierałam ze sobą nocnik, by się przyzwyczajała, że nie tylko w domu się na niego robi… I zaczęłam ją sadzać częściej- jak mi się wydawało, że jej się chce. Czasem wychodziło, a czasem nie. Ale nigdy ją jakoś specjalnie dłużej nie trzymałam na nocniku, by się nie zniechęcała…
Gdy miała 14 miesięcy i już rozumiała zdecydowanie więcej to zaczęłam puszczać ją po domu bez pieluchy- a w samych majtkach. Najlepszy sposób, by dziecko zrozumiało, że pupa nie będzie sucha, gdy zrobi siku. Jaka była panika, gdy pierwszy raz zrobiła siku- stała i była w szoku. Podeszłam do niej i wytłumaczyłam, że nic się nie stało i jak będzie chciała następnym razem zrobić siku, to żeby zrobiła do nocnika. Nie wiem ile kompletów majtek poszło i ile razy musiałam ścierać podłogę….
Ale po tygodniu widziałam postęp- jak chciało jej się siku to zaczynała „panikować”. Zaczynała piszczeć i wołała „Mama”. Stawała w miejscu jak sparaliżowana. Ja podbiegałam do niej i sadzałam na nocnik. To był znak, że już była świadoma, gdy chciało jej się siku…
W końcu, gdy miała 15 miesięcy to sama podbiegała do nocnika- było jedno „ale”. Biegła zawsze na ostatnią chwilę i często siadała w majtkach i robiła siku nie zważając, że ma je na sobie…
Gdy skończyła 16 miesięcy to bieganie do nocnika w domu miała już opanowane- przy rodzicach…
Kiedy ktoś do nas przychodził to prawie zawsze się zapominała, bo było za dużo emocji, a już na pewno, gdy ktoś przychodził się do nas, by się pobawić z Laurą… Zakładałam jej wtedy pieluchę, podobnie do spania, jak wtedy, gdy wychodziłyśmy…
W taki stanie trwaliśmy dosyć długo- ale to głównie z mojej winy… Moja końcówka ciąży sprawiła to, że nie miałam momentami siły „pociągnąć” tematu do końca… I tak do 18 miesiąca Laura robiła na nocnik wyłącznie w domu. Jak skończyła 18 miesięcy i pojawiła się Lilka to mieliśmy nocnikowy kryzys…
Przez dwa tygodnie po pojawieniu się siostry – chcąc zwrócić na siebie uwagę- Laura jak chciała siku to szła do drugiego pokoju, po czym przybiegała i pokazywała, w którym miejscu zrobiła…
Myślałam, że się załamię… I już chciałam włożyć jej pieluchę z powrotem ale powiedziałam sobie „nie”. To był sposób Laury na to, by rodzice skupili się też na niej, więc starałam się to zrozumieć i za każdym razem tłumaczyć, że powinna zrobić siku na nocnik, tak  jak zawsze.
Po 2 tygodniach zażegnaliśmy kryzys i zaczęłam obserwować kolejne zmiany-coraz częściej wracałyśmy ze spaceru z suchą pieluchą, podobnie ze spaniem…
Bywało tak, że przez 2 dni miała zakładaną tą samą pieluchę do spania i gdy wychodziłyśmy…
Jednak nie chciałam ją puszczać bez pieluchy na zewnątrz, gdy nie potrafiła mnie poinformować, kiedy jej się chce (ona sama biegała na nocnik, gdy chciała, a nie mówiła mi, że chce i by ją posadzić…).
Pomocnym, przy zakończeniu całego procesu odpieluchowania stał się kolega Laury, do którego jest bardzo przywiązana… Otóż kolega ten jest o pół roku starszy od niej i w tym czasie zaczął chodzić bez pieluchy. Gdy byliśmy z nim na spacerach to on pokazywał, że chce siusiu i po prostu robił na zewnątrz. Laura mu się przypatrywała, a ja mówiłam jej „Widzisz Lauruś, Adaś chodzi już bez pieluszki, dlatego robi siusiu na zewnątrz”.. Po drugim wyjściu z Adasiem bez pieluchy nastąpił przełom! Laura zobaczyła jak Adaś robi siusiu  i zawołała: „Mama si!”. Jakież było moje zdziwienie 🙂
Zdjęłam jej suchą pieluchę i… Nic nie zrobiła, bo myślała, że ona też tak może jak Adaś- na stojąco (na kucaka nie chciała..).  Myślałam, że zrobi już w pieluchę. Ale gdy po godzinie wróciłyśmy do domu to ona piorunem poleciała na nocnik! A pielucha była sucha 🙂
Następnego dnia zakupiłam zwykły nocnik, by móc z nim chodzić na spacery. I wszystko potoczyło się błyskawicznie. Następnego dnia jechałyśmy samochodem- nawet z parkingu nie zdążyłam ruszyć, a Laura zaczęła piszczeć”si”.
Miała założoną pieluchę i nie na rękę mi było, by wychodzić z nią (bo w samochodzie jeszcze Lilka była) ale postanowiłam, że nie powiem „rób w pieluchę” bo to najgorsze co można zrobić. I się udało!!… Jaka byłam z niej dumna!!! Miała pieluchę jeszcze przez tydzień ale za każdym razem mówiła, gdy chciała siku…
 
Po tygodniu pieluchy poszły w odstawkę na spacerach. I kolejny etap Laura przeszła ekspresowo…
Zaczęła się budzić w nocy na siku… I robi to do tej pory… Niestety potrafi zbudzić się 2-3 razy w nocy (a wcześniej przesypiała całe z pieluchą). Nie ważne, czy założy się jej pieluchę, czy nie, bo na siku i tak się zbudzi… I robi praktycznie przez sen. Zaczyna płakać, przychodzę do niej i ją sadzam na nocnik (nieprzytomną), ona robi i dalej idzie spać…
Dobrze, że chociaż z drzemki się nie budzi, bo za krótko trwa…
Robię teraz tak, że jak wychodzimy , czy idzie spać to sadzam ją na nocnik- zawsze coś zrobi. U nas jest tak, że nie ma sensu Laury pytać, czy chce siku, bo zawsze powie „nie”, a za 5 sekund zacznie wołać, że chce 😉
Myślę, że w tej kwestii najważniejsza jest cierpliwość i wyrozumiałość, gdy coś nie wychodzi- a odpieluchowany kolega czy koleżanka w pobliżu też nie zaszkodzi 🙂
Tak było u nas… A u Was? Podzielcie się swoimi doświadczeniami 🙂
P.S. Na szczęście z Laurą mamy to już za sobą…

Komentarze
Podziel się