Jestem mamą. Taką jak Ty. Dbam o moje córki ze wszystkich sił. Staram się zapewnić im jak najlepszą opiekę. 

Robię to raz lepiej, raz gorzej. Wciąż się uczę. Ale nie definiuje mnie to czy rodziłam naturalnie, czy to, że podawałam mleko modyfikowane, a może karmiłam piersią do drugiego roku życia. To nie jest wyznacznik bycia dobrą lub złą mamą.

Karmienie niemowląt urosło do sprawy najwyższej rangi w mamowym połświatku. Zostajesz mamą i już wszyscy dają sobie prawo zaglądać do Twojego stanika. Myślą, że mogą komentować białą zawartość Twoich piersi, czy też jej brak. Nagle Twoje cycki nie są już Twoją własnością, a oddajesz je dla wyższych celów. I biada jak się przed tym bronisz.

Przecież karmienie piersią to sama natura. Oczywiście. To najlepsze co możesz dać swojemu dziecku. To także bliskość, którą budujesz.

Jednak żadna butelka między Tobą, a dzieckiem nie sprawi, że Twoje relacje będą gorsze. Nadal możesz patrzeć mu głęboko w oczy, przytulać i być blisko.

Pamiętam komentarz czytelniczki pod wpisem, w którym pisałam, że nie karmiłam długo piersią swojej pierwszej córki. I pytanie:

 

Czy nie żałuję.

 

Otóż nie.

 

Żałowałbym, gdybym nie nakarmiła wcale.

 

Gdybym czekała na pokarm, który zanikł bezpowrotnie. Gdybym siedziała i nic nie zrobiła, by ukoić głód mojego dziecka. Wtedy bym żałowała. Ale nie tego, że nakarmiłam je.

 

Nieważne opakowanie, ważna zawartość.

 

Ważne, że nie czekałam na cud, a zareagowałam na potrzebę mojego dziecka. W końcu stałam się mamą, by o nie dbać. A nie głodzić. Bo co inni powiedzą.

 

Bycie mamą to coś więcej niż spełnianie wymagań i presji otoczenia.

 

Bycie mamą to wsłuchiwanie się w potrzeby dziecka i próba ich zaspokojenia.

Dziecko głodne- nakarm. Płaczące- przytul. Z kolką- spróbuj ukoić ból.

Nie piętnujmy mamy, która nie miała możliwości urodzić naturalnie, nie mieszajmy z błotem tej, której nie dane było karmić piersią.

To wszystko jest nieważne.

Ważne jest JAKĄ JEST MAMĄ. I to nie w Twoich oczach, a oczach dziecka.

Ile jest przecież mam, które wpadają w depresję zaraz po porodzie?

Bo presja otoczenia, a nawet bliskich okazuje się przytłaczająca.

Pamiętam na ile pytań od osób postronnych musiałam odpowiedzieć, gdy po kilku tygodniach prób karmienia piersią, przeszłam na mleko modyfikowane. Ja czułam ulgę, bo w końcu moja córka stała się spokojniejsza, gdyż najadała się. Wiedziałam, że dobrze zrobiłam, bo oszczędziłam jej i sobie płaczu, który towarzyszył nam przy każdym przystawianiu do piersi. Długie godziny ryku, bo pokarmu mało, a głód wielki. Ja się z tym pogodziłam, ale ludzie wokół mnie- niekoniecznie.

Oczywiście, że gdyby trafiła na lepszą opiekę okołoporodową to pewnie karmiłabym naturalnie dłużej ale… To nie ma teraz znaczenia. I taka jest prawda. Z czasem dorosłam do tego, by rozdzielać to co istotne, a to co nie. I nie tracić czasu na głupie przepychanki.

Na siłę udowadnianie racji którejkolwiek ze stron  nie ma sensu. To co istotne jest zawsze pośrodku- Dziecko, które masz uczynić szczęśliwym.

I tylko Ty możesz Mamo tego dokonać. Nie poprzez sposób, w jaki karmisz. Ale sposób, w jaki otaczasz je opieką.

 

Nie zapominaj o tym.

 

56,598 total views, 1 views today

Podziel się