To był zwykły dzień, podobny do każdego innego. Jednak w trakcie wydarzyło się coś, co pozwoliło mi bardziej zrozumieć moje dziecko. To, co daje mu satysfakcje, wywołuje uśmiech na twarzy na dłużej niż po tym, gdy dostanie ulubioną zabawkę, czy ciastko. Coś, co pozwoli poczuć się docenioną i kochaną córką. Co buduje wspomnienia- te najpiękniejsze.

Tego dnia musiałam wyjść szybciej na szkolenie, które zaczynało się o 8 w innym mieście. Z reguły to ja zawoziłam dziewczyny do przedszkola, po czym wracałam i pracowałam nad zleceniami. Tym razem musiałam wyjść, a one zostały jeszcze chwilę w domu.

Laura prosiła, bym jeszcze chwilę została z nimi, bo chciała koniecznie coś dla mnie narysować. Spojrzałam na zegarek- była 7:23. Potrzebowałam około 40 minut, by dojechać na miejsce (nie łamiąc przepisów ;)). Czułam już spóźnienie na karku, więc przeprosiłam ją i powiedziałam…

 

Kochanie, bardzo się teraz spieszę. Ale proszę narysuj coś specjalnie dla mnie i zostaw przy drzwiach. Chcę żeby to była pierwsza rzecz jaką zobaczę, gdy tylko wrócę do domu.

 

Bardzo jej się spodobał ten pomysł. Pobiegła z zapałem rysować, a ja z nie mniejszym zapałem pobiegłam do samochodu.

Gdy wracałam do domu to zupełnie zapomniałam o tej scenie z poranku. Dopiero, gdy otworzyłam drzwi i chciałam zrobić pierwszy krok przez próg to zorientowałam się, że zaraz nadepnę na bardzo dużą kartkę. Podwójną kartkę A3, złączoną zszywkami (?!?). Pomyślałam…

Jakie to kreatywne!

Spojrzałam na obrazek, a na nim uśmiechnięta od ucha do ucha (chociaż po żadnym uchu nie było śladu) pani. W ogromnej sukience, wyglądająca trochę  jak w ciąży.

Stałam tak w progu i podziwiałam obrazek, dopóki sąsiad nie zapytał mnie, czy coś się stało, że boję się wejść do domu 😀

Tak naprawdę to byłam zachwycona, bo choć na obrazku była wielka pani to wiedziałam, że Lorcia narysowała mnie, by zrobić mi przyjemność. Pamiętała, by zostawić obrazek zaraz przy drzwiach, by był pierwszą rzeczą, jaką zobaczę.

 

Dotrzymała słowa

 

I tak się zawahałam przez chwilę, czy ja jestem taka wobec niej? Czy po każdym „za chwilę” nie jest przypadkiem tak, że sama zapominam, co miałyśmy robić i moje słowa są trochę tak bez pokrycia? Nie zawsze, ale jednak.

Chciałam, by ona też przez chwilę tak się poczuła- doceniona

Wzięłam rysunek do ręki i zaczęłam szukać miejsca, by go powiesić. Chciałam, by zauważyła go sama.

Padło na szafkę w salonie- w centralnym miejscu.

Gdy odebrałam L&L z przedszkola i weszłyśmy do domu to Laura pobiegła do swojego pokoju. Dopiero po 10 minutach weszła do salonu i… Jej reakcja była niesamowita.

Oczy zrobiły się duże, zeszkliły się. Uśmiech pojawił się na twarzy i powiedziała:

-Czyli spodobał Ci się rysunek Mamo!

  • Oczywiście Kochanie, jest piękny!

-Ale powiesiłaś go w takim miejscu!  Czuję, że mnie kochasz. Dziękuję!

  • To ja dziękuję 🙂

 

Jej słowa sprawiły, że zrozumiałam jedną, ważną rzecz.

Każdy chce się czuć doceniony

Oczywiście to miłe, gdy moja córka słyszy praktycznie za każdym razem, że ładnie narysowała dany obrazek. Ale jak już słyszała to po raz setny to pewnie przestało to robić na niej wrażenie. Dopiero jak pokazałam jej, że rysunek na tyle mi się spodobał, że go powiesiłam w centralnym miejscu to POCZUŁA, że doceniłam jej trud włożony w rysowanie.

Co prawda strzeliłam sobie w kolano, bo teraz ta szafka jest już obklejona rysunkami, ale warto było. Zobaczyłam realne wzruszenie.

Chcę pamiętać…

Że słowa są ważne ale ważniejsze są czyny, które idą za słowami.

Cudownie jest mówić swojemu dziecku 10 razy dziennie, że się je kocha. To istotne. Ale uwierz mi, że bardziej zostanie zapamiętane to, że dla niego zrobisz coś, dzięki czemu poczuje się wyjątkowe.

Czy z nami, dorosłymi też tak nie jest przypadkiem? Mówimy „kocham Cię”  niejako z przyzwyczajenia, jako przerywnik i po latach te słowa nie mają już takiej mocy. Co innego jak czuje się miłość i przywiązanie do tej drugiej osoby. Wtedy nawet nie trzeba mówić, że się kocha.

To się po prostu czuje.

Czapki L&L- wiosenna kolekcja Pupill

 

 

 

 

16,467 total views, 8 views today