Laura to żywioł…

Momentami nie do ogarnięcia 🙂

Szczególnie jak jesteśmy na zewnątrz… O dziwo, w domu córcia wiecznie do mnie podchodzi, chwyta za rękę i ciągnie do innego pokoju. Ale jak tylko wyjdziemy na dwór to biegnie ile sił w nogach, byleby tylko jak najdalej od mamy. O chodzeniu za rękę, zapomnij. Czuje wolność i chce z niej w pełni korzystać…

Padł pomysł, by kupić córci szelki, dzięki którym moglibyśmy trzymać ją w bezpiecznej odległości od siebie (dzięki zamontowanej smyczy).

Wiem, że ludzie różnie reagują na tego typu rzeczy ale wydaje mi się, że póki mała nie nauczy się chodzić przy nas to powinniśmy robić WSZYSTKO, by zapewnić jej bezpieczeństwo.

Na początek zakupiliśmy szelki Baby Ono.

Tanie, jak barszcz.
Niestety sprawdziłam je jedynie w domu i wcinały się za bardzo pod pachami Laury. Nie chciałam nawet ją męczyć, by wypróbować je na świeżym powietrzu. Na dodatek ta cała smyczka była za krótka, więc zakup okazał się niepraktyczny…

Postanowiłam, że lepszym rozwiązaniem będzie plecak ze smyczą, dzięki temu pociągnięcie Laury nie bolałoby ją w żaden sposób.

Plecaczek znalazłam w Rossmannie za 19,99 zł (przeceniony).

Tak się prezentował w trakcie dnia próbnego 🙂

DSC02500_edited DSC02501_edited DSC02503_edited DSC02506_edited DSC02513_edited DSC02514_edited

Nawet się nie spodziewałam, że tak nam podpasuje.

Na dodatek Lorcia uwielbia swój plecak i nie raz w domu przychodzi z nim w rączce, by jej założyć.

Jak dla mnie rewelka, bo nie muszę jej nie wiadomo jak ciągnąć, wystarczy, że poczuje lekki opór i już zmienia kierunek 🙂

A jeśli chcecie wiedzieć jak zrobić czapeczkę, którą córa ma na sobie to zajrzyjcie do  postu TUTAJ.

Już wkrótce pojawi się nowa czapa :).

1,728 total views, 1 views today

Podziel się