Czujesz czasem, że stoisz na rozstaju dróg? Wahasz się. A może chcesz coś zmienić, ale brak Ci odwagi, brak samozaparcia? Czujesz, że się wypaliłaś, ale strach przed porażką jest silniejszy, niż chęć zmiany?

 

Też taka byłam.

 

A w głębi duszy wciąż jestem.

Życie mamy tylko jedno, a ja chciałam je po po prostu „odbębnić”. Byle jak, ale byle do przodu. Bez zbędnego wysiłku.

 

I bez ekscytacji.

 

Ale bylejakość w końcu zaczęła przeszkadzać. Tam zaczęła uwierać. Tu zaczęła mi rutyna doskwierać. A kiedy zostałam zamknięta (na własne życzenie) w złotej klatce zwanej macierzyństwem, z dwójką małych dzieci u boku to czasem czułam, że odbijam się od ściany.

W końcu każdy dzień wyglądał podobnie: budzenie, śniadanie, ubieranie, spacer, drzemka, marudzenie, kąpiel i spać. I tak dzień za dniem. Czasem nie odróżniałam który dziś jest.

Dzieci nadają życiu sens, a mi pozwoliły zrozumieć, że moje życie nie było już moje- tylko ich.

Moje życie utkwiło w poczekalni.

Moje potrzeby były wciąż spychane na „nie wiadomo kiedy”. Moje pasje okazywały się mniej ważne, niż ich potrzeby. Moje życie… Tak bardzo chciałam, by w nim było coś „mojego”. Między zachwytem nad małymi stópkami i pierwszymi słówkami, czułam, że macierzyństwo samo w sobie jest piękne, ale …. Nie chciałam, by stało się całym moim życiem.

I oczywiście, że uśmiech dziecka potrafi z działać cuda. Jednak sama chciałam potrafić poprawić sobie humor, być z siebie dumna. I by ONE mogły kiedyś być dumne z mamy.

Próbowałam- kto mnie zna to wie, że chwytałam się wielu rzeczy- trochę szyłam, dziergałam, rysowałam, w końcu pisałam i fotografowałam bez opamiętania.

 

To wszystko dawało mi siły

 

Ale budziło też strach. Bo jak się powiedziało A to wypadałoby powiedzieć B.

Jednak, kiedy trzeba wszystko postawić na jedną kartę to już wątpliwości się pojawiają. Czy podołam, czy faktycznie jestem na tyle dobra, jak mówią, czy będę miała o czym pisać? Czy ktoś będzie chciał mi zapłacić za to, bym robiła mu zdjęcia?

Czego się boisz?

Porażki. Strach to norma. Ci co, próbują wcale nie są pozbawieni obaw. Różnica jest taka, że wierzą, że mogą więcej zyskać, niż stracić.

Nie chcę już stać z boku i patrzeć jak życie mi przecieka między palcami. Nie chcę już myśleć, że nie mam na nic wpływu. Bo to sama stawiałam się na takiej pozycji. Na straconej pozycji.

Sama wmawiałam sobie, że nie dam rady i po co próbować. A próbować warto- by chociaż się przekonać.

Nieprzypadkowo dzisiaj piszę Wam o tym. Dziś złożyłam wniosek o wcześniejszy powrót do pracy z urlopu wychowawczego. Do tego wniosku dołączyłam też wypowiedzenie.

Po co? Bo chcę od życia więcej. Muszę założyć działalność- blog już tego wymaga i nie mogę dłużej tego odwlekać, przy okazji chcę połączyć go z fotografią. A z pracy zrezygnowałam, by mieć możliwość starać się o dofinansowanie na założenie działalności.

Czy je otrzymam- nie wiem, ale wiem, że warto się postarać. I choć jak patrzę ile mam dokumentów do wypełnienia przy wniosku o dofinansowanie i choć chce mi się wyć to się zaprę i to zrobię, by udowodnić- przede wszystkim sobie, że jak się chce to się da.

 

W końcu zdałam sobie sprawę z tego, że życie to nie poczekalnia. Nie chcę stać w kolejce po szczęście, bo może się okazać, że dla mnie go już nie starczy.

 

Sama sobie je wezmę. Chcę być z siebie dumna, chcę, by moje dzieci były ze mnie dumne. I choć pewnie się potknę i upadnę to wstanę- silniejsza.

 

Wiem jedno- warto jest przeżyć życie próbując. A nie czytając o tych, co próbowali.

A Ty? Na co czekasz?

P.S. A jeśli o fotografii mowa to TUTAJ jest fanpage, kciuki mile widziane 🙂

14,665 total views, 6 views today